"Napisz testament, wybierz ubezpieczenie, rozmawiaj z bliskimi o żałobie". Między innymi takich rad udziela swoim czytelnikom miesięcznik medyczny "Żyjmy dłużej". Do październikowego numeru tego magazynu dołączony zostanie bezpłatny dodatek poświęcony końcowi życia. Partnerem merytorycznym tego wydawnictwa została Fundacja Hospicyjna.
PIOTR KŁAWSIUĆ: Magazyn „Żyjmy dłużej”, miesięcznik mówiący o zdrowiu, w wydaniu październikowym zajmuje się sprawami końca życia. Skąd ten pomysł?
RYSZARD STERCZYŃSKI, REDAKTOR MIESIĘCZNIKA MEDYCZNEGO „ŻYJMY DŁUŻEJ” - Od 52 lat piszemy o zdrowiu, pomagamy znaleźć środki dla jego podtrzymania i od tej misji nie zamierzamy odchodzić. Ale w tytule „Żyjmy dłużej” jest też pewna głębia: kiedyś każde życie się kończy, nawet to najdłuższe. Stąd pomysł, który, przyznaję, był trudny w realizacji, choćby dlatego, że nie wszyscy redakcji czuli potrzebę mówienia o tych sprawach w piśmie zdrowotnym.
Po części rozumiem taką postawę, bo tak naprawdę człowiek jest w gruncie rzeczy istotą słabą i bezustannie potrzebuje wsparcia medycznego, psychologicznego, społecznego, ale uważam, że sprawy odejścia z tego świata są ważne dla naszej grupy docelowej – czytelników powyżej 45 roku życia. Mają oni swoich bliskich w takim wieku, że niedługo będą się musieli z nimi pożegnać. A okazuje się, że nie umiemy się żegnać ani nawet o tym myśleć, a co dopiero decydować o rzeczach ostatecznych. Niby mamy w perspektywie ukrzyżowanego Chrystusa, którego widzimy co niedzielę w kościele, to jednak cały czas jako społeczeństwo nie potrafimy rozmawiać o końcu życia. Dlatego, tworząc koncepcję poradnika, chciałem obalić pewne mity funkcjonujące w społeczeństwie na ten temat, wyzwolić dyskusję, która pomoże łagodnie przejść ten trudny moment, pomóc ludziom, którzy często – jak to w przypadku śmierci – są przez nią zaskakiwani, nie wiedzą, jak się zachować, co robić, kogo najpierw powiadomić, ca załatwić.
Przyznaję, też miałem mamę i ojca, których pochowałem i był to bardzo trudny moment dla mnie. Zostałem zaskoczony w pracy telefonem: „Przyjeżdżaj, mam przykrą wiadomość: twoja mama nie żyje”. Wtedy, w tamtym momencie w mojej głowie był tylko mętlik, nie wiedziałem, co zrobić, gdzie się udać. Ta masa trudnych spraw jeszcze bardziej mnie przygnębiała. I pamiętam o tym do dzisiaj. Dlatego jestem zadowolony, że doprowadziłem do powstania tego specjalnego Poradnika, który w formie gratisowej jest doszywany do naszego magazynu. Chcę, żeby ludzie zobaczyli, że kiedy dotknie ich taki cios, to mają do czego wrócić, czego się uczepić, że znajdą tu odpowiednią pomoc, zarówno w sensie merytorycznym, i psychicznym.
- Nie boicie się reakcji czytelników? Może oni nie chcą czytać i myśleć o śmierci, pogrzebach, testamentach, żałobie?
- Istnieje takie ryzyko, że część osób tak pomyśli i dlatego pewnie część redakcji nie chciała się zgodzić na podjęcie takiego tematu. Ja lubię ryzykować i uważam, że pewne tematy należy podejmować. Niedawno zajmowaliśmy się na naszych łamach sprawami seksu osób starszych. Zawiodłem się i dostałem po łapach, bo okazało się, że wielu czytelników nie życzy sobie pisania o tym. Istnieje obawa, że czytelnik odrzuci także temat śmierci. Choć z drugiej strony stajemy się społeczeństwem bardziej dojrzałym, świadomym, które rozmawia już na wiele tematów dawniej nie podejmowanych przez inne gazety.
- Jakie artykuły znajdą w Waszym Poradniku?
- Piszemy o wszystkich sprawach ostatecznych: jak zaplanować pogrzeb, jaki wybrać rodzaj pochówku, jak przejść żałobę, bo nie każdy to potrafi. Okazuje się, że 20% osób z dużych, a 4% z mniejszych miejscowości wybiera obecnie kremację zwłok. Świadczy to o zmieniającym się podejściu do spraw śmierci w naszym społeczeństwie. Chciałem też, żeby w tym dodatku znalazła się kwestia donacji naszych organów po śmierci, bo nadal nie jesteśmy skorzy do dzielenia się nimi z żywymi, choć po ostatniej sytuacji z dzieckiem, któremu przeszczepiono wątrobę po zjedzeniu muchomora sromotnikowego, coś się zmienia na lepsze. Wystarczy wypełnić druczek, by w przyszłości ktoś otrzymał nasze nerki, wątrobę, a nawet rogówkę oka i dzięki temu cieszył się życiem. Czy to nie piękne? Radzimy, jak wybrać ubezpieczenie „na życie”, jak uniknąć kruczków prawnych, zabezpieczyć się, a jednocześnie coś po sobie pozostawić. A przede wszystkim publikujemy bardzo dobry artykuł, który mówi o dobrym życiu i dochodzeniu do tego trudnego etapu, jakim jest śmierć bliskiej osoby. Bo śmierć, jak powiedziałem, przeważnie zaskakuje, bo nawet jak ktoś jest w hospicjum, liczymy na cud uzdrowienia swoich najbliższych. Na tyle ich kochamy, że nie chcemy dopuścić do siebie takiej myśli i podjąć rzetelnej rozmowy na ten temat. A potem wszystko się dzieje na zasadzie szaleństwa – bagaż spraw do załatwienia oddajemy do zakładu pogrzebowego. Na pogrzebie jesteśmy w czarnych okularach, a na klepsydrach małym druczkiem pojawia dopisek: „Proszę o nieskładanie kondolencji”. Chcemy zakończyć ten etap najszybciej i wrócić do świata żywych. Wydaje mi się, że takie podejście wynika z dzisiejszego konsumpcyjnego pojmowania życia, szczególnie wśród ludzi młodych. I trochę trudno im się dziwić, dostają wszystko ładnie opakowane, bardzo smaczne i pachnące, ale bez głębszych treści. Wydaje mi się, że chcemy przeżyć życie na zasadzie uśmiechu, lekkości, bez kontemplacji i zrozumienia, że ono się kiedyś kończy. A w którymś momencie będzie trzeba wrócić do tematu.
- Od dłuższego czasu „Żyjmy Dłużej” publikuje nieodpłatnie reklamy Fundacji Hospicyjnej. Dlaczego to robicie i co z tego macie?
- Może jestem starej daty, ale mam taką wizję, że pisząc o sprawach medycyny, zdrowia w jakimś sensie pomagamy ludziom, którzy szukają pomocy. Pokazuję, że jest Fundacja Hospicyjna, z której istnienia się cieszę. Chciałbym kiedyś zostać wolontariuszem w hospicjum, ale jest to dla mnie trudne. Musiałbym wykroić w ciągu dnia ileś godzin, a jeśli tego nie zrobię, ktoś będzie czekał, może cierpiał, że nie przyjechałem. Staram się więc pomagać poprzez swoją pracę. Skoro ktoś zrezygnował z reklamy i mamy wolne miejsce w gazecie, to dlaczego nie mielibyśmy pomóc np. Fundacji Hospicyjnej lub Fundacji ITAKA? Idziemy zresztą razem w tym samym kierunku, bo i my, i Państwo pomagamy ludziom chorym. - Czy w przyszłości możemy się spodziewać tego, że znów podejmiecie trudny, ale ważny temat pomocy osobom umierającym i ich bliskim? - Temat żałoby i spraw ostatecznych jest zbyt trudny, by podejmować go często – robimy to tak całościowo po raz pierwszy w historii pisma. Myślę jednak, że za rok wrócimy do tego w innej formie. Chcielibyśmy pokazać, że hospicjum to nie jest umieralnia. Że to jest dzisiaj zupełnie inny poziom komfortu, że tam człowiek znajdzie pomocną i fachową dłoń, której rodzina przy najszczerszych nawet chęciach nie jest w stanie zapewnić. Wiem od swoich znajomych w Niemczech, że opieka nad osobami starszymi i ciężko chorymi rozwinęła się niesamowicie i jest tą płaszczyzną, na której możemy zrobić wiele dobrego i pożytecznego. Dzisiaj nikt już tam nie mówi o umieralniach, ale o pomocy także rodzinie, która dzięki fachowcom pracującym z osobami starszymi wie, jak przewrócić chorego z boku na bok, żeby nie miał odleżyn. To są poważne problemy, kiedy mąż waży 120 kg, a żona nawet nie połowę tego. Myślę, że za rok wrócimy do tego tematu.
powrót

