Czy istnieje profil idealnego wololntariusza? Idealny, to znaczy jaki?
Trwa czwarty turnus szkoleniowy, na którym pojawili się kursanci z Chorzowa, Elbląga, Nysy, Szczecina, Wołomina, Bielska-Białej, Żuromina, Włodawy, Olsztyna, Sosnowca, Gdyni, Sopotu, Tarnowskich Gór, Pucka, Złotowa, Krakowa i Łodzi. Wiedzę o organizacji i pracy centrum wolontariatu hospicyjnego przekażą swoim placówkom, które włączyły się w trzyletni program rozwoju wolontariatu hospicyjnego "Lubię pomagać".
12 lipca
Przerwy między zajęciami mogą być bardzo twórcze. Rozmawialiśmy podczas jednej z takich chwili odpoczynku z częścią kursantów na temat cech, jakie powinien posiadać idealny wolontariusz.
- Nie ma ludzi idealnych. Przychodzimy i po prostu robimy to, co powinniśmy w danej chwili, sytuacji robić - stwierdziła Maria Stolc z hospicjum w Sopocie, wolontariuszka medyczna z kilkuletnim stażem. - Moim zdaniem dobrym wolontariuszem będzie na pewno ktoś, kto już coś w życiu przeżył, ma własne, nieraz ciężkie doświadczenia. To dotyczy zwłaszcza wolontariuszy z grupy 50+. Sama czasem czuję, że odnalazłam pomagając w hospicjum swoje miejsce.
Pani Maria podkreśla, jak bardzo ważny jest wewnętrzny ład wolontariusza oraz to, by była to osoba pojednana z Bogiem. - Wówczas potrafi on wspierać innych, pocieszać. Ma do tego siłę.
Marta Zielmachowicz wymienia jednym tchem cechy dobrego wolontariusza: powinien być aktywny, chętnie angażować się w różne czynności w hospicjum, łatwo nawiązywać kontakt z chorymi i personelem. Przede wszystkim jednak dobry wolontariusz nigdy nie stawia swojej osoby na pierwszym miejscu. Zawsze najważniejszy jest pacjent i jego potrzeby.
- Zawsze warto pomagać - odpowiada na moje pytanie pani Marta. - Otworzyć się na ludzi, którzy w chorobie nie zawsze mają wsparcie rodziny. Potrzymanie za rękę, dla nas zwykły gest, dla nich znaczy bardzo dużo. Człowiek sam nic nie znaczy.
- Trzeba po prostu lubić pomagać! - tłumaczy Magda Halska, wolontariuszka z Pucka. - Idealny wolontariusz to taki, którzy odczuwa satysfakcję z tego, że komuś pomaga. Tego nie da się robić na siłę. Hospicyjny wolontariusz musi mieć w sobie dużo ciepła i otwartości na drugiego człowieka.
Jak przekonać innych młodych, i nie tylko młodych ludzi, że warto zostać wolontariuszem? Uczestnikom kursu odpowiedź na to pytanie nie sprawia trudności.
- Po prostu warto - mówią. - Dopiero wówczas gdy zaczynamy komuś pomagać, dostrzegamy świat, który do tej pory był dla nas zamknięty. Widzimy i wiemy więcej. Czujemy więcej. To korzyści zarówno dla nas samych, jak i dla innych.
11 lipca
Swoją cenną wiedzą dzielił się z kursantami Dariusz Pietrowski, prezes Stowarzyszenia Centrum Wolontariatu. Dzięki niemu osoby odpowiedzialne za zorganizowanie sieci osób pomagających lokalnym hospicjom nauczyły się, jak sporządzić profil wolontariusza, jakie zadania można mu powierzyć, ale też, jak i w jakim celu sformalizować tę współpracę. Zagadnieniem, które zaskoczyło część grupy, było obowiązkowe ubezpieczenie wolontariuszy i podpisywanie z nimi umów.
- To może nie jest tak, że o tym nie wiedzieliśmy - mówi Ania Podhorodecka z Elbląga. - To szkolenie pomogło nam jednak wyprostować naszą wiedzę i upewnić nas, że to co robimy, robimy dobrze. Poza tym, wielkim bogactwem jest wymiana doświadczeń, to, że ktoś nam podpowie gotowe rozwiązania problemów, z którymi się spotkał albo podpatrzymy, jak sobie ułatwić pracę. To może być bardzo proste, jak na przykład wywieszenie na ścianie harmonogramu zadań do wykonania, ale nie zawsze sami wpadamy na te proste pomysły.
10 lipca
Uczestnicy mieli duże pole do popisu, bo od samego rana tworzyli wspólnie z ks. Piotrem Krakowiakiem film dydaktyczny na potrzeby wolontariuszy o tym, czym jest hospicjum. W południe zaprezentowały się poszczególne działy Fundacji Hospicyjnej. Była to okazja do rozmów o skutecznym poszukiwaniu sponsorów na akcje charytatywne, stopniu i sposobach angażowania wolontariuszy akcyjnych itp.
Podczas panelu poświęconego kształtowaniu wizerunku hospicjum oraz działaniom public relations podniesiono interesującą kwestię, jak pogodzić ideę czynienia dobra w zaciszu, bez rozgłosu z proponowaną przez wykładowców konsekwentną polityką informacyjną i stałym kontaktowaniu się z lokalnymi mediami.
- Jestem wolontariuszką od 10 lat i zawsze uczono mnie, aby nie chwalić się głośno pomaganiem. Nagłaśnianie tego kłóci się z moimi przekonaniami - padło z sali.
Kursanci sami znaleźli argumenty przemawiające za tym, że jednak warto się pochwalić.
- Nie chodzi przecież o nasze ego, lecz o dobro pacjenta. Wolontariuszy w końcu zabraknie, jeśli nie będziemy pozyskiwać wciąż nowych osób do pomocy. Tym samym podnosimy jakość opieki nad chorymi. I dlatego właśnie warto współpracować z dziennikarzami.
Kursanci przyznali, że zazwyczaj przedstawiciele mediów, którzy po raz pierwszy mają styczność z wolontariatem hospicyjnym są zdziwieni, że tyle można czynić tyle bezinteresownego dobra.
- Właśnie o tym trzeba informować na co dzień media, dostrzegając każdy aspekt, drobne wydarzenie w naszym hospicyjnym wolontariacie - mówili prowadzący zajęcia.


