Szansa na sukces
Rozmowa z Magdaleną Szwechowicz, Małgorzatą Kowalczyk i Andrzejem Melerem z Fundacji Światło w Toruniu, twórcami Akademii Walki z Rakiem, którzy gościli na otwarciu gdańskiej filii AWzR, 11 kwietnia 2006.
- Toruńska Akademia Walki z Rakiem działa od roku. Z jakim uczuciem przekraczają jej progi nowi słuchacze?
Małgorzata Kowalczyk: Przede wszystkim z nadzieją. Pytają niemal od progu: co mnie tu czeka? Trzeba pamiętać, że właśnie dowiedzieli się o swojej chorobie, bywają zdezorientowani. Wielu z nich po raz pierwszy w życiu ma okazję porozmawiać z psychologiem.
Magdalena Szwechowicz: Nierzadko wchodzą i od razu stawiają sprawę jasno – mam raka, potrzebuję pomocy.
- W Akademii pojawiają się również osoby, które zostały uznane przez lekarzy za wyleczone z choroby nowotworowej. Dlaczego przychodzą?
MS: Mówią: byłem chory na raka i chcą mówić innym o swoich przejściach, uczuciach, które towarzyszyły im w przeszłości. Tkwią w nich lęki, nie zawsze uświadomione. Kontakty z chorymi, wzajemne rozmowy, pomagają im dalej żyć.
- Co proponujecie nowemu „słuchaczowi” Akademii? Jak wygląda jego nauka?
MK: Zaczyna się od rozmowy z psychologiem. Podstawą późniejszej pracy jest terapia grupowa. Porady specjalistów, takich jak wizażysta, dietetyk, muzykoterapeuta, to dodatkowe elementy. Chory wybiera to, co chce, czego potrzebuje.
MS: Pamiętajmy, że w Akademii my jesteśmy nauczycielami, dajemy jedynie narzędzia do walki z chorobą.
Andrzej Meler: Do grupy wsparcia można dołączyć w każdej chwili. Można z niej wyjść, a po jakimś czasie wrócić. Odeszliśmy od tworzenia grup poświęconych jednemu tematowi. Ludzie po prostu chcą ze sobą porozmawiać.
- Czy Akademia osiąga cele, które sobie rok temu założyliście?
AM: Ciągle się uczymy. Cieszy nas to, że udało się stworzyć coś, co jest ewidentnie bardzo potrzebne wielu ludziom. Był problem – chorzy ludzie, zagubieni wśród badań, terapii, zdezorientowani zmianami jakim podlega ciało i umysł podczas choroby. Stworzyliśmy konkretne narzędzia pomocy, powstała instytucja, która naprawdę pomaga. Obecnie działają filie w Toruniu, Poznaniu, Szczecinie i Gdańsku. Powstają kolejne: w Częstochowie, Warszawie, Elblągu, Jaworznie i Rzeszowie. Każda kolejna filia bardzo szybko zyskuje po kilka grup „słuchaczy”.
- Akademia to coś więcej niż nauka radzenia sobie z chorobą…
MS: Tak, nasi podopieczni przychodzą nawet kiedy nie ma konkretnych zajęć. Podlewają kwiatki, spędzają razem czas przy kawie i ciastku, czują się jak w domu. Poza tym utrzymują kontakty poza Akademią, wielu z nich właśnie wśród innych słuchaczy odnajduje przyjazne sobie dusze.
MK: Zawsze mogą zadzwonić, poradzić się. Myślę, że dajemy im poczucie bezpieczeństwa. To bardzo ważne gdy walczy się z takim groźnym przeciwnikiem jakim jest nowotwór.
- Czy jest coś, co stanowi bolączkę, co chcielibyście zmienić, polepszyć w Waszych działaniach?
AM: Z pewnością słabym punktem, nad którym usilnie pracujemy, są kontakty ze środowiskiem lekarskim. Marzy nam się lepsza współpraca z onkologami. Chcemy ich przekonać, że samopoczucie pacjenta, jego stan psychiczny, umiejętność radzenia sobie ze stresem to ważne elementy walki z nowotworem. Niestety, wielu lekarzy mówi pacjentowi tylko o stricte medycznych metodach terapii. Chcemy, by wiedzieli o istnieniu Akademii i kierowali do nas swoich chorych.
- Jaka brzmi najważniejsza wskazówka dla osób otwierających nowe filie Akademii i dla tych, którzy już rozpoczęli działalność?
MK: Pomagając innym nie zapomnieć o sobie. Dbać również o swoją kondycję fizyczną i psychiczną, właśnie po to, by mieć siły do wspierania potrzebujących.
AM: Chciałbym, by wszystkie filie były w stałym, ścisłym kontakcie ze sobą. Po to, byśmy mogli wymieniać się doświadczeniami, by Akademia Walki z Rakiem rosła w siłę i pomagała zwalczyć chorobę jak największej liczbie chorych.
- Dziękuję za rozmowę.
Marzena Świtała


