Hospicjum to też Życie :: Wsparcie bliskich  
mapa
Fundacja Hospicyjna
Lubię Pomagać
Poznaj Partnerów Projekt Więźniowie Forum wolontariatu pomóż nam pomagać forum napisz pożegnanie
1 procent
Umierać po ludzku
Akademia Walki z Rakiem
Wsparcie bliskich
Breast Friends. Przyjaciółki w walce z rakiem
 
Anna Mazurkiewicz, Bożena Winch, Wysokie obcasy, 5.08.2006
 
W Polsce pokutują rakowe mity: rak to wyrok. Tymczasem w wielu krajach podejście jest inne: znalazłam się w bardzo trudnej życiowej sytuacji, rak to wyzwanie, z którym się zmierzę, ale to nie zmaganie ze śmiercią.
 
Anna Mazurkiewicz: Pamiętasz, jak zadzwoniłam po odebraniu wyników mammografii, na których doktor napisał: ca (cancer) i cztery wykrzykniki?

Bożena Winch: - Powiedziałaś po prostu: Mam raka. A ja ci kazałam opowiedzieć wszystko po kolei.

AM: I zaserwowałaś mi takie zdanie: Na razie wiemy tyle, że masz guz piersi, i o tym będziemy rozmawiać. O raku porozmawiamy, jak już będzie wiadomo na pewno, że masz raka. Wyobrażam sobie, ile cię to kosztowało.

BW: Wtedy ty od razu palnęłaś: Ale ja się boję, że umrę.

AM: A ty na to spokojnie: Jak będziesz miała umierać, to jeszcze zdążymy o tym porozmawiać. Zakładałaś, że nie umrę? Bo to była moja pierwsza myśl: umrę za chwilę, jutro, za tydzień. Widziałam się na katafalku.

BW: W ogóle tego nie brałam pod uwagę. W Polsce pokutują rakowe mity: rak to wyrok. Tymczasem w wielu krajach podejście jest inne: znalazłam się w bardzo trudnej życiowej sytuacji, rak to wyzwanie, z którym się zmierzę, ale to nie zmaganie ze śmiercią.

AM: Rzeczywiście, spotkałam ludzi, którzy mówili: To pani tak długo żyje? To na pewno nie miała pani raka. Doktor Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii, powiedział mi: Jeżeli ktoś kiedyś pani powie, że zostało pani pół roku życia, niech pani ucieka. Lekarz nie jest Panem Bogiem, nie wyliczy tego z taką precyzją.

No więc wtedy, tego dnia, gdy odebrałam wynik mammografii, zaczęły się nasze codziennie, a właściwie conocne rozmowy. Chodziłam na kolejne badania, pięć biopsji nie wykazało komórek nowotworowych. Wściekałam się na doktora od czterech wykrzykników (teraz wy wszystkie biegacie do niego na mammografię, bo on świetnie czyta te zdjęcia), ale nie miałam wątpliwości, że jak najszybciej chcę wyrzucić guz do kubła. Czym te nasze rozmowy się różniły od twoich rozmów z pacjentami? Chyba miałaś ze mną gorzej?

BW: Przede wszystkim były to rozmowy bardziej osobiste, a bliskiemu człowiekowi czasem trudniej powiedzieć pewne rzeczy. Pamiętam taką scenę w szpitalu po operacji, przy twoim łóżku, przy którym przewalało się codziennie ze 40 osób. Ty powiedziałaś: Miałam nowotwór. Musiała upłynąć chwila, zanim nabrałam tchu i powiedziałam: Ty MASZ nowotwór. Ta historia jeszcze się nie skończyła. I pamiętam wzrok Anki, twojej przyjaciółki z klasy, który mało mnie nie zabił, i oczy twojego taty, pełne bólu. Myślałam, że mi serce pęknie. Ale musiałam to powiedzieć. Anka mnie zapytała dlaczego, a ja odparłam, że z tą chorobą człowiek się tak łatwo nie rozstaje.

AM: To zdanie zaczęło procentować, gdy po trzech latach miałam wznowę. O takiej możliwości nie uprzedził mnie żaden lekarz. Od tamtej pory zawsze mówię: Mam raka. Żadne 'miałam', 'chorowałam' - mam i będę go miała do końca życia. Ale czy był dla nas jakiś temat za trudny?

BW: Nie, bo przede wszystkim ty mówiłaś o chorobie. Zawsze rozmawiałaś z ludźmi na wszystkie tematy, to dlaczego miałaś nie mówić o raku? Gdy się o czymś rozmawia, to to staje się mniej groźne, oswojone.

AM: Powiedziałam właściwie wszystkim. I dostałam takie wsparcie, że niemal fizycznie czułam, jak inni biorą na siebie ten ciężar. Czułam się jak wampir energetyczny, leżąc w szpitalnym łóżku i czerpiąc siłę od was wszystkich. Ta choroba przywraca właściwy sposób myślenia i ogląd świata. Gdyby nie rak, nigdy bym nie przeżyła tylu najrozmaitszych uczuć - od potwornego lęku, obawy, przerażenia po miłość, przyjaźń, współczucie i oddanie. Po operacji leżałam w szpitalnym łóżku i myślałam: Jestem lucky woman!

A potem to ja zaczęłam funkcjonować jako 'pogotowie onkologiczne'. Koleżanki dawały mój numer telefonu potrzebującym obcym kobietom. Nie chciały rozmawiać z bliskimi. A zresztą może i chciały, ale nie umiały tego okazać. U nas pytanie 'Czy chcesz o tym porozmawiać?' brzmi jak parodia amerykańskiego filmu.

BW: Kiedy o czymś mówimy, możemy od ludzi dostać to, czego potrzebujemy. Ty chciałaś, żeby ludzie byli blisko, i takie sygnały wysyłałaś. Właściwie teraz sobie uświadamiam, że kampanię Breast Friends wymyśliłyśmy już wtedy. Jak Molierowski 'Mieszczanin szlachcicem', pan Jourdain, który nie zdawał sobie sprawy, że mówi prozą. Tak wiele zależy tu od tego, co pacjent ma w głowie. Powstała przecież na ten temat cała dziedzina wiedzy - psychoneuroimmunologia. Od stanu psychicznego zależy szeroko pojęta odporność. Tyle się mówi o utracie kobiecości, o chemii, a ciągle za mało o wsparciu.

AM: Tak samo wspierają się amazonki, które są przy łóżku pacjentki, organizują wykłady, konferencje, po to by kobiety wiedziały, jak świadomie chorować, czego się domagać. Dzisiaj już dokładnie wiadomo, że jest wiele typów raka piersi, że każdy typ jest leczony inaczej. Kiedy jadę na konferencję lub zjazd amazonek, niektórzy mnie pytają, jak ja wytrzymuję tę martyrologię, krew, pot i łzy. Tymczasem nie ma na świecie radośniejszych, piękniejszych, silniejszych, lepiej ubranych i uczesanych kobiet!
 
 
zachodnio-pomorskie pomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie wielkopolskie lubuskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląkie małopolskie podkarpackie świętokrzyskie lubelskie Znajdź hospicjum