Hospicjum to też Życie :: Eutanazja w drzwiach  
mapa
Fundacja Hospicyjna
Lubię Pomagać
Poznaj Partnerów Projekt Więźniowie Forum wolontariatu pomóż nam pomagać forum napisz pożegnanie
1 procent
Umierać po ludzku
Eutanazja? Nie!
Eutanazja w drzwiach

W naszym życiu publicznym stało się coś znamiennego: za sprawą projektu ustawy o eutanazji została przekroczona istotna granica. Jej złamanie, nawet przez osoby znane z tak prowokacyjnych pomysłów jak senator Maria Szyszkowska, wydawało się jak dotąd dosyć odległe.

Jako społeczeństwo coraz bardziej się laicyzujemy. To oczywiste. Coraz czynniej bierzemy też udział w walce między tradycyjnymi, czyli utrwalonymi od wieków, zasadami etycznymi, na których opiera się zachodnia cywilizacja, a czymś nowym, o czym jeszcze nie wiadomo, do jakich konsekwencji może doprowadzić. Eutanazja jest w tej walce, obok pomysłów na klonowanie, najdrastyczniejszym pomysłem.

Jakość życia i nonsens śmierci

Śmierć na życzenie została zalegalizowana w 2000 roku w Holandii, gdzie wcześniej przez lata była praktykowana, dwa lata później w Belgii; były próby jej wprowadzenia na terytorium Australii i w stanie Oregon w USA.

W ten sposób w naszym kręgu cywilizacyjnym została zakwestionowana podstawowa wartość, dobro nieporównywalne z niczym - życie. Prawnie zgodzono się na złamanie zasady: nie zabijaj. Ta norma moralna kojarzona z dekalogiem, choć ukształtowana religijnie, nie ma wyłącznie takiego - jeszcze ściślej judeochrześcijańskiego - charakteru. Jest ogólną normą kulturową, która zabrania zabijać drugiego. Norma, której złamanie jest - czy było do niedawna - surowo karane.

Zwolennicy eutanazji życiu przeciwstawiają inną wartość: wolność. Najważniejszą normą staje się w tej sytuacji nie życie, ale jego jakość. Człowiek, który uzna, że jego życie z uwagi na cierpienie nie tylko fizyczne, ale i psychiczne wywołane nieuleczalną chorobą nie ma sensu, może prosić o jego skrócenie. Dostając w ręce prawo do decydowania o momencie śmierci, wyklucza ze swojego życia doświadczenie cierpienia i bólu. Przedkładanie jakości życia nad samo życie, tłumaczą etycy, to prosta konsekwencja naszych czasów, w której konsumizm i aktywizm nadaje życiu najważniejszy sens, spychając na margines albo w ogóle z niego usuwając sprawy duchowe, transcendencję. W takim świecie cierpienie nie ma sensu, a śmierć staje się nie częścią życia, ale nonsensem. Oczywiście, doświadczenie bólu jest sprawą bardzo indywidualną. Przed ludźmi znoszącymi go cierpliwie trzeba pokornie schylić głowę, a tym, którzy nie są w stanie go znosić - pomóc. Ale to nie znaczy skrócić życie, bo nikt nie jest zwolniony z szacunku do niego. Oczywiście, jak najdalsza jestem od tego, by oceniać kogoś, kto cierpiąc ponad swoją miarę, poprosi o śmierć (nie tylko dlatego, że jak każdy boję się bólu i cierpienia). Zgadzam się z opiniami, że takie indywidualne sprawy należy pozostawić rozstrzygnięciom sądów, ale sprzeciwiam się ustalaniu ogólnej normy prawnej. Po pierwsze, dlatego że stawianie się człowieka w miejscu Boga albo inaczej, ignorowanie praw naturalnych, jak pokazuje historia - zarówno ogólna, jak i indywidualna - zawsze obracało się przeciwko samemu człowiekowi. Najdrastyczniejszym tego przykładem jest historia ubiegłego wieku z dwoma totalitaryzmami. Prawa naturalne, czy w węższym kontekście - dekalog, chronią w istocie człowieka przed samym sobą. I to jest podstawowy argument przeciw eutanazji. Z tego wynikają też inne, nazwijmy je, bardziej praktyczne.

Troska czy wygoda

Zwolennicy eutanazji mówią o rosnącym społecznie przyzwoleniu na śmierć na życzenie, co pokazują wyniki badań opinii publicznej. To prawda, nie tylko w Holandii, USA, Hiszpanii, ale również w Polsce w ostatnim dziesięcioleciu wzrosła aprobata dla eutanazji. Według badań CBOS w zależności od postawionego pytania wynosi od 37 do 47 procent - więcej, gdy pytamy o skrócenie cierpienia, mniej gdy o skrócenie życia. To dowód na to, jak mało wiemy jeszcze o eutanazji: czym jest, jak jest przeprowadzana i jakie mogą być jej konsekwencje. Zwolennicy eutanazji pokazują ją jako coś pozytywnego: człowiek cierpiący w sposób niewyobrażalny prosi o skrócenie życia, jego prośba jest przemyślana i ponawiana, nie wynika z depresji, zgadza się na nią rodzina chorego i lekarz, wszystko odbywa się zgodnie z procedurą... A jak wygląda to w praktyce, doskonale pokazał raport, w ubiegłym roku przygotowany przez m.in. Grzegorza Górnego i Mariusza Cieślika dla "Rzeczpospolitej", Polsatu i "Wprost". Okazuje się, że co piąty zgon w Holandii jest wynikiem interwencji lekarzy. 81 procent z nich ma na swoim koncie skrócenie życia chorego, z tego 41 procent uczyniło to bez wiedzy i zgody pacjenta, a więc przeprowadziło eutanazję niedobrowolną. Twierdzi się, że przypadków eutanazji jest w Holandii więcej, bo statystyki nie ujmują przyspieszonych zgonów noworodków i pacjentów szpitali psychiatrycznych. W Holandii eutanazja zastąpiła opiekę paliatywną. Ile osób w Polsce wie, że w parze z rozwojem medycyny nie nastąpił w tym kraju rozwój opieki dla ludzi chorych terminalnie? Że pierwsze hospicjum ponad dwadzieścia lat temu zakładał tam polski lekarz dr Zbigniew Żylicz? Z jego doświadczeń wynika zaś, że z 80 procent pacjentów, którzy trafiają do hospicjum i na wstępie proszą o eutanazję, ta liczba gwałtownie spada w momencie, gdy otoczy się ich opieką, okaże zrozumienie i troskę. Raport pokazuje, że z eutanazją wiążą się poważne nadużycia. Wcale nieodosobniona jest presja rodziny, która nie chce zajmować się obłożnie chorym. Jeśli do tego doda się jeszcze, że opieka nad takimi osobami w ostatniej fazie choroby jest bardzo droga, wynika jasno, że nie chodzi o współczucie, troskę, by nieuleczalnie chory nie cierpiał, ale najczęściej tylko o to, by nie sprawiał kłopotów... Czy w tej sytuacji może dziwić, że wielu sędziwych Holendrów bojąc się własnych szpitali, woli leczyć się w Niemczech? Albo że noszą oni przy sobie paszporty życia z odmową eutanazji, by w razie zasłabnięcia na ulicy lekarz pomógł mu, a nie uśmiercił?

Można jeszcze zatrzymać

Tylko w propagandzie eutanazyjnej śmierć na życzenie jest najlepszym rozwiązaniem. Pytanie: Dla kogo? Z sondażu Pracowni Badań Społecznych wynika, że za eutanazją opowiadają się głównie ludzie młodsi, do 40. roku życia, czyli ci, których cierpienie wywołane nieuleczalną chorobą osobiście rzadko dotyczy. Natomiast po 59. roku życia przyzwolenie na skrócenie życia spada o połowę.

Każdy boi się cierpienia, bólu, śmierci. Każdy zostaje wobec niej sam, ale jednocześnie nikt w takich sytuacjach nie chce być sam. To, czego oczekuje oprócz opieki medycznej, która pomoże zachować godność, to wsparcie psychiczne i obecność bliskich. Jak twierdzą lekarze, najczęstszą przyczyną próśb o skrócenie życia nie jest ból, który medycyna jest w stanie skutecznie zminimalizować, ale depresja, brak troski ze strony innych. I to jest podstawowy problem - efekt rozpadu więzi rodzinnych, samotności.

Nie jest też niedorzecznością obawa o to, jakie kolejne kroki pociągnie za sobą zgoda na eutanazję. Uśmiercanie chorych psychicznie, słabych? Według niemieckiej gazety "Süddeutche Zeitung" 40 procent zmarłych w 2000 roku w holenderskich szpitalach psychiatrycznych to ofiary eutanazji.

Jakie mogłyby być konsekwencje ewentualnej legalizacji eutanazji w Polsce ze służbą zdrowia w kryzysie i tysiącami chorych, których po prostu nie stać na leczenie? Czy trzeba dodawać, co stałoby się w niedalekiej już przyszłości, gdy jako społeczeństwo zestarzejemy się, a nasz system ubezpieczeń stanie się jeszcze bardziej niewydolny? Powstają też inne pytania: Dlaczego senator Szyszkowska zamiast projektu ustawy o eutanazji, podyktowanego, jak mówi, troską o ludzi chorych i cierpiących, nie zaproponowała innego, zwiększającego środki finansowe dla hospicjów, domów opieki, na większą pomoc ludziom starym i nieuleczalnie chorym? Czyżby dlatego, że eutanazja jest i tańsza, i wygodniejsza?

Nad tym wszystkim warto się zastanowić, zanim będzie za późno. Eutanazja nie może być środkiem na rozwiązanie problemu cierpienia, przydatności społecznej i słabości opieki paliatywnej. Pod koniec lat 90. o. Jacek Salij jeden ze swoich esejów zatytułował "Euthanasia ante portas!". Na Zachodzie eutanazja już przeszła przez legislacyjne wrota, u nas uchyliła je niebezpiecznie. Ale można ją jeszcze zatrzymać w drzwiach. •

Autor: Ewa K. Czaczkowska

Źródło: http://www.rzeczypospolita.pl

Wasze komentarze:

Słowa p. E. K. Czaczkowskiej ( "Eutanazja stanęła w naszych drzwiach") są niestety słowami wysoce tendencyjnymi... Pomijają ważne aspekty problemu. Aspekty niewygodne dla tez głoszonych przez autorkę... Nadinterpretowanie słów i intencji osób mających odwagę mówić inaczej jest ewidentne. A komentowanie tendencyjne... Wkrada się polityczne dzielenie na "My", "Oni"... Szkoda. Szkoda, bo temat jest jednak ważny. I nie jest problemem, który z wielu względów z tej perspektywy powinien być postrzegany.

Ciekawe skąd autorka zna motywy osób odmiennie mówiących w tej sprawie? Dlaczego pisze o adwersarzach oceniając?...że kontrargumentujący jest zły, ...że z założenia kierują nim niskie pobudki, ... Gdy ktoś tak argumentuje to ręce opadają i nie chce się dyskutować...

 A przecież inni mają na tym polu (podmiot sporu) jakieś doświadczenia. Może by warto się im przypatrzeć?? Rzeczowo (!!!) ocenić... W artykule. A nie tylko argumenty z tych ideologicznych. Ciekawe po co mi się chce pisać te słowa?? Wszak nie podejrzewam by jakiekolwiek "inne" argumenty dotarły...

Z poważaniem

B.Janas

"Nie jestem osoba wierząca..., ale kto śmie powiedzieć, że to czyni mnie złym człowiekiem?"

 
 
 
zachodnio-pomorskie pomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie wielkopolskie lubuskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląkie małopolskie podkarpackie świętokrzyskie lubelskie Znajdź hospicjum