Hospicjum to też Życie :: Słowo na niedzielę, 10 kwietnia 2005  
mapa
Fundacja Hospicyjna
Lubię Pomagać
Poznaj Partnerów Projekt Więźniowie Forum wolontariatu pomóż nam pomagać forum napisz pożegnanie
1 procent
Umierać po ludzku
Homilie i orędzia
Słowo na niedzielę, 10 kwietnia 2005

Ks. dr Piotr Krakowiak SAC, Krajowy Duszpasterz Hospicyjny

(treść cotygodniowego programu telewizyjnego "Słowo na niedzielę", emitowanego co sobotę przez gdański oddział Telewizji Polskiej SA)

Drodzy Słuchacze Bożego Słowa,

W ubiegłą sobotę, rozważając słowa Ewangelii mówiłem, że cały świat zamarł w czuwaniu i modlitwie przy Janie Pawle II. Kilka godzin później, o 21.37 Ojciec Święty umarł, otoczony najbliższymi w swoim domu. Stało się to w sobotę – w dniu od wieków poświęconym szczególnie Matce Bożej, a co jeszcze wymowniejsze – w wigilię Święta Bożego Miłosierdzia, które zostało ustanowione dzięki Jego staraniom. Dzisiaj, po ogromnych przeżyciach ostatnich 10 dni spróbujmy podsumować ten czas w świetle słowa, które daje nam Boża Opatrzność na nadchodzącą niedzielę.

Ewangelista Łukasz lakonicznie opisuje reakcje na śmierć Jezusa, którą uczniowie musieli przeżywać bardzo głęboko. Mówi: Dwaj z uczniów byli w drodze do wsi, zwanej Emaus. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. O czym? Pewnie o Ostatniej Wieczerzy, Modlitwie w Ogrójcu, Sądzie, Biczowaniu Jezusa, Drodze Krzyżowej i strasznej męce i śmierci na Krzyżu. Wspominali ostatnie dni Jezusa - dzień po dniu, idąc w smutku drogą.

Nasze wspomnienia z ostatnich dni też cisną się nam do głowy: we środę 30 marca zabrzmiała bolesnym milczeniem ostatnia katecheza Jana Pawła II. Wysiłek i chęć mówienia do nas do dzisiaj mamy przed oczami. Od czwartku do sobotniej nocy trwało „papieskie triduum cierpienia i umierania”, które można nazwać katechezą o godnej śmierci, albo lekcją ars moriendi – sztuki dobrego umierania. Świadoma decyzja o pozostaniu w domu, zamiast powrotu do szpitala. Atmosfera prywatności i takie dawkowanie informacji o stanie zdrowia, by ostudzić zapędy tych dziennikarzy, którzy za wszelką cenę pragnęli uczynić z umierania Papieża reality show. Godziny, które były przepojone modlitwą i oczekiwaniem, bólem i nadzieją. Rosnący w tysiące tłum w Watykanie i w każdym kościele w Polsce, gdzie wielu modliło się za Ojca Świętego.

Sobota, 21:37 – Jan Paweł II nie żyje. Słowa, które z drżeniem wypowiedział prowadzący modlitwę biskup. Z przejęciem powtórzyli je natychmiast dziennikarze na całym świecie. Uderzono w dzwony... Rzym i całe Włochy, Polska i cały świat zapłakały, bo straciliśmy Świętego Ojca i Przewodnika. Jakże smutna wydała nam się droga, którą odtąd mieliśmy iść bez Niego.

To, co w Polsce i na całym świecie stało się potem i trwa do tej pory nazwano „globalnymi rekolekcjami”. Poprowadził je Duch Święty, korzystając z niezwykłego charyzmatu człowieka, którego doceniliśmy tym bardziej, im dotkliwiej zaczęło nam go nam brakować. Telewizje i stacje radiowe, portale intenetowe i młodzieżowe czaty, ulice wielkich miast i małych wiosek, katedry i najmniejsze parafie, szkoły i miejsca pracy w całej Polsce i w wielu miejscach na świecie zaczęły odkrywać głębie słów i przesłania Wielkiego Świadka Jezusa. Od sobotniego wieczoru aż do pogrzebu w Watykanie, na którym pojawiły się nie oglądane dotychczas w Rzymie miliony pielgrzymów z całego świata, przebyliśmy niesamowitą drogę.

Młodzi stukający do drzwi plebanii, by proboszcz otworzył kościół, w którym spontanicznie chcą się modlić za papieża. Czaty internetowe i blogi, w których zazwyczaj dużo wulgaryzmów i radykalnych opinii, na których można przeczytać o modlitwie, straconych szansach spotkania tego niezwykłego człowieka, duchowych rozterkach i gorących postanowieniach przemiany życia. Wreszcie konfesjonały, które były tak oblegane, jak przed Wielkanocą, a spowiednicy mówili o wielu głębokich nawróceniach.

Świat który zamarł w ciszy i głęboko zapłakał, ruszył w drogę, którą nazwano ostatnią pielgrzymką Jana Pawła II. Dzisiejsza Ewangelia też mówi nam o podróży, którą odbywali uczniowie Jezusa. Po męce i śmierci ich Nauczyciela szli z Jerozolimy do Emaus. Szli zrezygnowani i smutni – stracili swojego Mistrza, Autorytet, w którym pokładali tyle nadziei. Co z tego, że Niewiasty i kilku z uczniów mówiło, że On zmartwychwstał. Tak trudno im było w to uwierzyć, a ból po stracie Jezusa zasklepił ich i nie pozwałał dostrzec niczego. Tak opisuje to dzisiejsza ewangelia: Gdy tak rozprawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?

Trwa okres wiekanocny i przed dwoma tygodniami śpiewaliśmy radosne Alleluja. Czy jednak nie jesteśmy jak Ci uczniowie z Emaus, którzy coś tam słyszeli o Zmartwychwstaniu, ale do końca nie wierzą, przybici doświadczeniami codzienności, która nas przytłacza. Przytłoczyła nas śmierć wielkiego Największego spośród Polaków. Ale przytłacza nas także trudna codzienność, która jest tak szara i smutna jak droga, którą szli uczniowie. Biblia uczy nas w dzisiejszym słowie, że nawet jeśli jesteśmy przybici i smutni, powinniśmy zadawać pytania, szukać, nie poddawać się. Kleofas, jeden z uczniów był nawet dosyć zaczepny, mówiąc do Nieznajomego: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało. I zaraz opowiada historię, którą pewnie wcześniej omawiał z drugim uczniem. To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Dziś już trzeci dzień, jak się to stało Niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, nie znalazły Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje.

Gdy Kleofas mówił o Jezusie, o Jego cierpieniach i śmierci, a także tak trudnych do zrozumienia świadectwach o pustym grobie, usłyszał od Nieznajomego słowa, które skłaniały do słuchania i zrozumienia tego, co właśnie przeżyli w Jerozolimie. O nierozumni, jakże nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Jezusa.

Katecheza otworzyła oczy uczniom, pozwoliła im wyjść z kokonu lęku, smutku, beznadziei. Cierpienie i śmierć ich Mistrza i Nauczyciela, zobaczone w perspektywie zmartwychwstania przestały być bezsensownym dramatem. Smutni i zrozpaczeni uczniowie zaczęli znowu być sobą i nawet przypomnieli sobie naukę o gościnności i miłości braterskiej. Dlatego, gdy Nieznajomy okazywał, jakoby miał iść dalej, przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. I wtedy zdarzył się cud, który otworzył oczy uczniom i na zawsze przemienił ich serca. Łamanie chleba, eucharystia, posiłek w którym dzielimy się bezinteresowną miłością z drugim człowiekiem. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali, że to Jezus.

Jeżeli 10 dniowe rekolekcje globalne podczas ostatniej pielgrzymki papieża Jana Pawła II były dla nas czasem zadawania trudnych pytań, jeśli stały się katechezą, na którą znaleźliśmy czas, jeżeli odkryliśmy na nowo zmartwychwstałego Jezusa przy łamaniu chleba, to możemy mówić między nami o takim samym cudzie, jaki spotkał uczniów w drodze do Emaus. Oby serce pałało w nas, gdy poruszeni i przemienieni przez ostatnie 10 dni będziemy uważniej słuchać słów Jezusa i Kościoła. Obyśmy poznali Zmartwychwstałego Pana w Eucharystii, której rok właśnie obchodzimy, z woli Jana Pawła II. On sam nie opuścił spotkania ze Zmartywchwstałym Panem w eucharystii do ostatniego dnia swojego życia.

Choć w życiowej pielgrzymce będziemy szli już bez Niego- niezwykłego Nauczyciela i Proroka naszych czasów, Jana Pawła II, to miejmy nadzieję, że zostaliśmy głęboko poruszeni jego ostatnią pielgrzymką. Obyśmy potrafili wprowadzić w życie to, czego z taką uwagą i wzruszeniem słuchaliśmy przez ostatnie dni! Tego Wam, Drodzy i sobie życzę w imię zmartwychwstałego Jezusa, którego głoszenie było jedyną chlubą i życiową misją Karola Wojtyły.

 
 
zachodnio-pomorskie pomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie wielkopolskie lubuskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląkie małopolskie podkarpackie świętokrzyskie lubelskie Znajdź hospicjum