Obosieczny miecz globalizacji
Ks. dr med. Henryk Hoser SAC, misjonarz z Rwandy
Materiał pochodzi z sesji naukowej przygotowanej przez Duszpasterstwo Akademickie
i Akademię Medyczną w Gdańsku w ramach obchodów IX Światowego Dnia Chorego
10.02.2001 r.

FAKTY
Nim przejdę do systematycznego przedstawienia tematu, pozwolę sobie przytoczyć trzy wydarzenia. Niosą one w sobie ogromny ładunek tragizmu obecnego we współczesnym świecie, w jego konwulsyjnym istnieniu. Pokazują nadto złożoność sytuacji, przekraczają nasze uproszczone wyobrażenia lub opinie, towarzyszące odbieranym informacjom.
Maj 1994, nad Jeziorem Wiktoria, w Środkowej Afryce. Służby administracyjne Ugandy wyławiają z wody ok. 40 tys. zwłok, które spłynęły rzeką Akagera, górnym dopływem Nilu, z Rwandy ogarniętej samobójczym szaleństwem. Dzieje się to w obecności kamer największych stacji telewizyjnych świata, z CNN i BBC na czele. W odległości 6 tys. km dalej, w Kairze, blisko ujścia Nilu do Morza Śródziemnego, egipskie władze miejskie nakazują zwiększyć dawkę chloru w oczyszczalniach wód tej wielkiej rzeki. Gest symboliczny i mediatyczny zarazem, skoro na taką odległość od miejsca skażenia nie zachodzi obawa o jego skutki zdrowotne.
Wrzesień 1994, prowincja Kivu we wschodnim Zairze (dzisiaj RDC). Wzdłuż drogi przecinającej ciągnące się po horyzont obozy uchodźców, liczące blisko milion osób, samochody ciężarowe zbierają co rano wyłożone zwłoki zmarłych na cholerę. Jednocześnie w bananowym zagajniku, w pobliżu miasta Goma, koparka drążyła szeroką transzeję, do której wywrotki wsypywały ciała ok. 18 tys. ofiar epidemii. Francuski żołnierz, operator koparki, wydobył z masy zwłok poruszające się jeszcze ciało pięcioletniego chłopca, ratując mu życie w ostatniej chwili. Oddziały amerykańskie, izraelskie, a nawet japońskie montowały ogromne cysterny na wodę i polowe oczyszczalnie wody z jeziora, zanieczyszczonej chorobotwórczymi fekaliami. Telewidzowie na całym świecie oglądali te sceny i nerwowe zaaferowanie ekip kilkudziesięciu organizacji pozarządowych, przybyłych z wielu krajów, by nieść humanitarną pomoc.
Listopad 1997, tropikalne lasy w dorzeczu rzeki Kongo. Przez gęstą dżunglę przebija się oszalała ze strachu ludność cywilna, ścigana przez ruchliwe, sprawne i dobrze wyszkolone oddziały wojskowe. Trwający dniem i nocą marsz bez jedzenia, picia, dachu nad głową i chwili wytchnienia. Bo trudno nazwać liście drzew pożywieniem, a wodę z kałuży - napojem. Wrogo nastawiona przez wojenną propagandę ludność mijanych wiosek bezlitośnie przepędza uciekających. Dzieci, kobiety, starsi padają masowo, wdeptani w błoto, wchłonięci przez zarośla. W licznych zasadzkach słychać terkot broni maszynowej i huk rozrywanych granatów. Ani śladu organizacji pozarządowych, ani śladu dziennikarzy i ekip telewizyjnych. Przy zamkniętej kurtynie trwa polowanie z nagonką na ludzką "zwierzynę". W tropieniu skupisk tej "zwierzyny" bardzo pomogły amerykańskie satelity szpiegowskie. W taki to sposób zginęły, przy milczącej zgodzie tzw. wspólnoty międzynarodowej, setki tysięcy osób; według wstępnych szacunków nikt nie zdoła ich dokładnie zliczyć.
Zacytowałem zaledwie trzy epizody najnowszej historii, kontynentalnej dziś, wojny afrykańskiej. Były one przedstawione przez massmedia jako skutki konfliktów plemiennych. Dopiero późniejsze, wnikliwe opracowania, opierające się na licznych i wszechstronnych źródłach ujawniły, że na rzeczywiste konflikty o charakterze etnicznym nakładają się interesy ościennych państw, działających nie tylko z politycznym przyzwoleniem wielkich mocarstw, ale realizujących ich międzynarodową strategię, używających ich logistyki, sprzętu i kadry. W taborach tzw. rebeliantów jechali przedstawiciele głównie północnoamerykańskich firm handlu złotem, diamentami, rzadkimi metalami i pierwiastkami promieniotwórczymi.
Na przykładzie tych wydarzeń dostrzec można światowe implikacje lokalnych wydarzeń, jak planetarne sieci informacyjne, jak globalne działania, decydujące o obecności lub braku: massmediów, organizacji humanitarnych, czy przebiegu operacji wojskowych.
WYJAŚNIENIE TERMINÓW
Na określenie istniejących lub powstających zjawisk i procesów w skali światowej przyjmowane są dwa pojęcia: mondializacji i globalizacji, przy czym ich zakres znaczeniowy nie pokrywa się całkowicie.
Mondializacja, słowo używane bardziej w krajach języka francuskiego niż w krajach anglosaskich, stosowane jest najpierw w odniesieniu do ekonomii rynkowej. Oznacza zespół procesów legislacyjnych, technicznych, informatycznych, finansowych, które pozwalają na swobodny przepływ dóbr, usług, towarów, kapitałów i ludzi. Taki całkowicie nieograniczony obieg może realizować się tylko w wymiarze światowym, "transgranicznym", stąd termin - mondializacja. Szybko zaczął on być stosowany w innych niż ekonomia dziedzinach, jak w przypadku mondializacji kultury. Określenie "świat" nie utożsamia się tutaj z kryteriami geograficznymi, ale z całością różnych zakresów ludzkiej działalności, gdy mówimy np. o świecie teatru i filmu, czy świecie sportu.
Słowo globalizacja natomiast wprowadza nowy odcień znaczeniowy, sygnalizujący ewolucję ogarniającą wszystkie kraje i obejmującą wszystkie wymiary życia zbiorowego, wszystkie aspekty szczegółowe w zakresie działalności ekonomicznej, społecznej, kulturalnej czy zdrowia publicznego. Mówi się o globalizacji handlu, transportu, telekomunikacji, wchodzących w jeden system. Globalizować, to znaczy tworzyć jedność, łączyć z sobą, a zatem i stwarzać współzależność. Z punktu widzenia semantyki mondializacja bardziej opisuje, stwierdza, globalizacja natomiast tworzy spójny system.
DYNAMIKA GLOBALIZACJI
Obserwowana dzisiaj mondializacja nie jest całkowicie nowym zjawiskiem, a raczej kolejną fazą i przyspieszeniem uniwersalizmu, wyzwolonego przez stary kontynent - Europę. Najczęściej umiejscawia się początek pierwszej mondializacji przy końcu XV wieku, w 1492 r., a okres jej trwania kończy się wraz z wybuchem I wojny światowej. Pierwsza zatem mondializacja odpowiada czasom nowożytnym i zasługuje na określenie: "Europa poza Europą". Dokonywała się ona w przekonaniu o wyższości cywilizacji europejskiej, wprowadziła wręcz zasadę jedności całego świata, zaczątek ideologii dawnej i nowej mondializacji: uniwersalizm wiedzy, władzy i etyki.
Odkrycia geograficzne, dokonane w czasie podróży "dookoła świata" niosły za sobą bardzo znaczne poszerzenie wiedzy przyrodniczej i antropologicznej oraz przygotowały dalsze kroki na drodze europejskiej ekspansji. Militarny podbój świata, przyspieszony przez rywalizację mocarstw kolonialnych, nie znał ograniczeń: Hiszpanie i Portugalczycy, Holendrzy, Francuzi i Anglicy, na końcu Niemcy, Amerykanie i Rosjanie, wszyscy poszerzali swój stan posiadania do granic możliwości. Podbite tereny były poddane zależności politycznej przez rozwój administracji kolonialnej, kontroli wojskowej z siecią garnizonów i eksploatacji ekonomicznej wyrażającej się handlem surowcami i tzw. towarami kolonialnymi.
Europejski uniwersalizm etyczny opierał się na chrześcijaństwie, filozofii Oświecenia i wreszcie doprowadził do uchwalenia Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. Postulował on jedność etyki i ludzkiej natury mimo różności kultur i egzystencjalnych uwarunkowań. W ten sposób mondializacja europejska przygotowała podstawy obecnej fazie tego procesu, wytwarzając bogactwo krajów rozwiniętych i rozpowszechniając kulturę europejską, która stała się uniwersalną, aż do utraty własnej tożsamości. Dzisiejsza mondializacja jest też konsekwencją rewolucji przemysłowej z końca XVIII wieku, przynosząc całą listę nie tych samych, ale analogicznych konsekwencji, wśród których znajdują się nowe obszary nędzy, ludzi zmarginalizowanych, współczesne wydanie proletariatu.
Ostatnia faza mondializacji zaczęła się w połowie lat siedemdziesiątych. Stany Zjednoczone upokorzone przegraną wojną w Wietnamie (Sajgon padł w 1975 roku) doznały pierwszej poważnej porażki po spektakularnych zwycięstwach końca II wojny światowej. By odzyskać nadwyrężoną supremację, wprowadzają nową strategię, opartą na mechanizmach ekonomicznych. USA decydują się zagrać kartą liberalizmu gospodarczego, znosząc w maksymalny sposób przeszkody reglamentacyjne i celne, wyzwalając ekspansję wielkich przedsiębiorstw i centrów finansowych, a więc amerykańskich. Pozwoliło to na obniżenie bezrobocia wewnętrznego i na sfinansowanie kolosalnej siły militarnej, korzystającej z ostatnich osiągnięć technologicznych. Kompleks zbrojeniowy nie tylko zapewniał pracę dla obsługującego go przemysłu, ale i przyczynił się do ekonomicznego wyczerpania głównego przeciwnika, jakim był ZSRR, narzucając program "wojen gwiezdnych". Pierwszym zatem motorem napędowym tej fazy była polityczna wola największego mocarstwa światowego.
Operacja ta byłaby niemożliwa bez jednoczesnej rewolucji informatycznej, która pozwoliła na przepływ i obróbkę niespotykanej dotąd ilości informacji. Znaczenie informatyki w mondializacji porównuje się do roli maszyny parowej w rewolucji przemysłowej XIX wieku. Bez niej globalizacja byłaby niemożliwa i nie do pomyślenia.
Trzecim wreszcie motorem globalizacji jest świat finansów i ekonomii, częściowo już wzmiankowany. Lata siedemdziesiąte XX wieku cechowały się stagnacją ekonomiczną, po zakończeniu reparacji zniszczeń wojennych. Z punktu widzenia politycznego i ideologicznego ruchy wyzwoleńcze w Ameryce Łacińskiej, pogrążanie się Amerykanów w Wietnamie, wstrząsy studenckie i robotnicze roku 1968 mocno osłabiły stary system kapitalistyczny, jak też odejście dolara od parytetu złota. W tym to kontekście wielkie międzynarodowe koncerny anglosaskie wywarły presję na Kongres i Prezydenta Stanów Zjednoczonych, by doprowadzić do dereglamentacji, prowadzącej z kolei do masowego otwarcia rynków światowych oraz stworzenia mechanizmów ekspansji i dominacji, dużo skuteczniejszych niż interwencje bezpośrednie.
PRZYCZYNY I PERSPEKTYWY NIERÓWNOŚCI
Mondializacja została wylansowana przez najsilniejsze państwo, dla jego własnych korzyści i interesów. Inne kraje, włączyły się w ten proces z większym lub mniejszym zaangażowaniem i nierówno rozłożonymi szansami. Europa była już częściowo przygotowana przez istnienie Wspólnego Rynku, który jest obecnie czynnikiem dereglamentacji w łonie kontynentu. Podobnie zorganizowały się kraje Dalekiego Wschodu, tworząc organizacje regionalne, jak Asia Pacific Economic Cooperation (APEC). Organizują się też kraje Ameryki Południowej. Natomiast Afryka, wstrząsana wojnami i dezintegracją pozostaje coraz bardziej w tyle i na marginesie wymiany światowej.
W odróżnieniu jednak od przeszłości granice zasobności i nędzy przebiegają wewnątrz poszczególnych krajów i różnice w dostępie do dóbr materialnych nie przestają narastać. Dominująca powszechnie logika przedsiębiorstw, wyrażająca się w imperatywie dochodowości i szybkiego zysku przyczynia się do wzmocnienia silnych i osłabienia słabych. Problem rozwoju krajów opóźnionych nie jest bynajmniej rozwiązany przez ekonomię mondializacji. I pozostaje faktem, że w 1960 r. 20% ludności światowej żyjącej w krajach najbogatszych miało dochód 30 razy większy od 20% ludności żyjącej w krajach najbiedniejszych, to w 1995 roku ich dochód był 82 razy wyższy.
Ostatni kwartał XX wieku oznacza koniec ideologii Trzeciego Świata. Była to polityka wzajemnej solidarności wobec istnienia dwóch zwalczających się bloków. Po konferencji w Bandoeng (1955) Trzeci Świat był nośnikiem bardziej sprawiedliwego rozwoju, z poszanowaniem kultury i tożsamości poszczególnych krajów. Ta ideologia nie oparła się jednak próbie czasu. Zejście ze sceny charyzmatycznych przywódców pierwszej fazy dekolonizacji, a zwłaszcza realia mondializacji uczyniły iluzorycznymi próby oddzielnych modeli rozwoju. Dawne kraje sojusznicze z grupy tzw. krajów niezaangażowanych stały się konkurentami w zdobywaniu miejsca na rynku światowym. Wystarczy masowa wyprzedaż bawełny chińskiej lub brazylijskiej kawy, by światowe ceny tych produktów gwałtownie spadały rujnując skromne dochody mniejszych producentów tych samych towarów. Kraje te nie są też w stanie oprzeć się dyktatowi światowych centrów regulacji finansowej, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, czy Bank Światowy.
Kraje opóźnione w rozwoju muszą liczyć się z konsekwencjami globalizacji, z istnieniem bezwzględnej konkurencji, z decyzjami krajów najbogatszych i ich instrumentami nacisku, wreszcie z wpływem silnych krajów w ich własnych regionach. Nie są one tylko ofiarami sytuacji zewnętrznej, ale także szeregu czynników o charakterze wewnętrznym. Do epidemii, katastrof naturalnych dołącza się patologia społeczna w postaci korupcji i niestabilności politycznej.
I znowu Afryka jest tutaj smutnym przykładem i gromadzi wszystkie wskaźniki opóźnienia w rozwoju:
- deficyt żywności
- zła eksploatacja bogactw naturalnych
- nadmierne wydatki na zbrojenia
- ograniczone i niekompletne uprzemysłowienie
- hypertrofia i pasożytnictwo administracji państwowej
- sytuacja zależności ekonomicznej
- poważne nierówności społeczne
- rozpad tradycyjnych struktur społecznych
- chroniczne bezrobocie i zatrudnianie nieletnich
- wysoki stopień zachorowalności
- powolny lub nieistniejący wzrost środków utrzymania
- ciągle wzrastająca liczba uchodźców:
1951 r. 1 mln
1952 r. 2 mln
1980 r. 8 mln
1989 r. 12 mln
1990 r. 17,5 mln
1999 r. 40 mln
DOSTĘP DO SŁUŻBY ZDROWIA
Oficjalny dokument Światowej Organizacji Zdrowia, tzw. Deklaracja z Ałma-Ata, ogłoszona 12 września 1978 roku stwierdza, co następuje:
Uderzające różnice w sytuacji sanitarnej poszczególnych ludów, tak między krajami rozwiniętymi i będącymi na drodze rozwoju, jak i w obrębie tego samego kraju, są politycznie, społecznie i ekonomicznie niedopuszczalne i stanowią wspólną troskę wszystkich krajów. (art III).
Przeszło dwadzieścia lat po ogłoszeniu tej deklaracji, lat ogromnych przemian w nurcie mondializacji i globalizacji, warto spojrzeć na aktualny stan "prawa do opieki zdrowotnej". Okazuje się, że spośród wszystkich dziedzin, w których ujawniają się nierówności społeczne (dochody, mieszkania, edukacja etc.), zdrowie jest tą, gdzie różnice między krajami bogatymi i biednymi są najbardziej uderzające, jak to pokazuje zamieszczona poniżej tabelka.
Średnia długość życia mieszkańca Gambii jest o 42 lata niższa niż Francuza. Noworodek w Afganistanie ponosi ryzyko śmierci przed osiągnięciem 1. roku życia 40 razy wyższe niż noworodek japoński. Podobne przykłady można mnożyć w nieskończoność. Nierówności społeczne i geograficzne nie zawsze są uchwytne w statystykach Narodów Zjednoczonych czy Banku Światowego, dotyczących średniej długości życia lub śmiertelności dzieci. Poważne różnice pojawiają się po uwzględnieniu miejsca zamieszkania (miasto-wieś), okolicy, warstwy społeczno-ekonomicznej, poziomu wykształcenia, płci itd. Na przykład, śmiertelność do 5 roku życia w Senegalu, w latach 1973-1978 wynosiła średnio 320 , z różnicami od 172 w rejonie Dakaru do 427 w Casamance. W Rwandzie w latach osiemdziesiątych różnice te wahały się od kilkudziesięciu do kilkuset promili w zależności od okolicy. Te uwagi wskazują na wielką złożoność problemów.
Jeśli chodzi o zachorowalność, wielu patologiom można by zapobiec środkami medycznymi i na nich opiera się wiele programów zdrowia publicznego (rehydratacja doustna, poszerzony program szczepień, edukacja w zakresie żywienia, oświata sanitarna). Tymczasem, rozwiązania techniczne są z trudem stosowane, niekiedy niemożliwe i trzeba szukać innych rozwiązań.
Patologia krajów południowych tworzy swoisty kompleks chorobowy, na który składają się wielość czynników pasożytniczych (poliparazytyzm), choroby zakaźne i zły stan odżywienia. Elementy nie tylko się dodają, i pomnażają się wykazując daleko posuniętą synergię. Szczególna zakaźność w środowiskach gdzie koncentrują się nosiciele i czynniki wektorowe, brak higieny życia, niedostatek środków, ignorancja i brak organizacji, określają specyfikę problemów zdrowia publicznego w Trzecim Świecie. Różnice w dostępie do struktur i możliwości leczenia są bardzo znaczne, ale nie zawsze determinujące w wymiarze kolektywnym, właśnie ze względu na złożoność sytuacji.
Do lat sześćdziesiątych istotny spadek śmiertelności był przypisywany postępowi sanitarnemu. Walka z przenosicielem najbardziej rozpowszechnionej choroby, jaką jest malaria przyniosła spektakularne rezultaty w wielu krajach. Obecnie staje się oczywiste, że trwały postęp w zakresie zdrowia ludności jest niemożliwy bez poprawy ogólnego poziomu życia. A zatem obniżenie różnic nierówności zdrowia indywidualnego i publicznego zależy od lepszego podziału dóbr, postępów oświaty i poprawy warunków życia.
Nierówność rozdziału dóbr materialnych jest łatwo dostrzegalna w analizie wydatków na potrzeby zdrowotne. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych średnia wydatków w tej dziedzinie wynosiła w skali światowej 5,4% produktu krajowego brutto. Uwzględniwszy jednak, że w przeliczeniu na mieszkańca, produkt ten waha się od 445 $ w krajach najbiedniejszych do 29.240 $ w krajach najbogatszych, szanse jednych i drugich są nieporównywalne. W 1985 roku obroty rynku farmaceutycznego wynosiły 100 miliardów dolarów; z tego na kraje biedne przypadało jedynie 300 milionów dolarów.
W POSZUKIWANIU ROZWIĄZAŃ
Mondializacja i globalizacja przyczyniają się do przyspieszenia zmian i ukierunkowania leżących u ich podstawy procesów. Dawne bloki: wschodni, zachodni i krajów niezaangażowanych przestały istnieć. Podział świata przebiega obecnie według schematu północ - południe. Rzeczywistość polityczna, gospodarcza, typ patologii są różne w poszczególnych hemisferach, przy czym granice są umowne: "południe" obejmuje w istocie trzy czwarte globu, "północ" zaledwie jedną czwartą. Na północy dominują choroby sercowo-naczyniowe, nowotworowe, zwyrodnieniowe, choroby związane z przekarmieniem i siedzącym trybem życia, patologia urazowa powypadkowa i cała grupa tzw. chorób cywilizacyjnych (depresje, alkoholizm, nikotynizm i od niedawna narkotyki). Na południu natomiast patologią dominującą są choroby zakaźne i inwazyjne (malaria, ciężkie postaci odry, ostre zapalenie opon mózgowych, gruźlica, bilharcjoza, filariozy...) na tle niedoborów pokarmowych (głód kaloryczny prowadzący do marazmu) i inne formy niedożywienia białkowego (kwashiorkor), awitaminozy, niedobór jodu (wole endemiczne) itd.
Schematyzując można powiedzieć, że na północy szerzy się patologia człowieka starego, bogatego i zamieszkującego w mieście, w kontekście życia zorganizowanego i w przesycie. Południe natomiast, to schorzenia człowieka młodego, biednego, zamieszkującego wieś, zagrożonego niedożywieniem i żyjącego w społeczeństwie destabilizowanym. Południe jest też narażone, a zwłaszcza Afryka, na narastającą epidemię AIDS, który to zespół stał się piątą w kolejności przyczyną śmiertelności w świecie.
Instancją powołaną do regulacji problemów zdrowia w świecie jest istniejąca od 1948 roku, wyspecjalizowana instytucja systemu ONZ - Światowa Organizacja Zdrowia (WHO). Z jej budżetem "oficjalnym", ale głównie dzięki budżetowi "równoległemu" Organizacja jest w stanie realizować liczne programy specjalistyczne, dotyczące szeregu aspektów problemu zdrowia. Są to m.in. poszerzony program szczepień (1974), specjalny program badań i formacji w zakresie chorób tropikalnych (TDR), światowy program walki z AIDS (1987), program walki z chorobami biegunkowymi (1978).
WHO jest również promotorem programów globalnych, którym ton nadała już wzmiankowana Deklaracja z Ałma-Ata, sformułowana w 1978 roku, jako element nadrzędnego celu: zdrowie dla wszystkich w roku 2000. Jest to pierwszy program prawdziwie globalny. Wprowadzając pojęcie leczenia podstawowego w systemie trzystopniowym, zakłada on korelację zdrowia i rozwoju, społeczne uczestnictwo, samokontrolę indywidualną i rodzinną służby zdrowia, wszystko w perspektywie krajowej polityki zdrowotnej.
Dzisiaj możemy już powiedzieć, że wiele z tych programów odniosło sukces tylko częściowy, a wielkie zamiary konferencji w Ałma-Ata powszechnego dostępu do systemu opieki zdrowotnej okazały się iluzoryczne. Przyczyn niepowodzenia jest bardzo wiele: brak woli politycznej, brak środków, niedostosowanie programów do warunków i kultur miejscowych, nierealistyczne założenia i brak wpływu na dużą liczbę czynników korelatywnych.
Konferencja z 1978 roku jest jednak istotnym zwrotem w filozofii WHO i zdecydowanym krokiem w kierunku liberalnej globalizacji. Wprowadza bowiem nowe kryterium zdrowia, zmieniając jego definicję, zresztą nie po raz pierwszy. Otwiera też nową epokę "nauk politycznych" w zakresie zdrowia publicznego, przenosząc akcent na przymiotnik "publiczne" i obejmując aspekty psychiczne, fizyczne, społeczne, ekonomiczne i polityczne życia zbiorowego. Nie osoba chorego jest głównym celem działań, lecz "organizm społeczny", zdrowie zbiorowości, jej spójność i sprawność. Jednocześnie ciągle nabiera znaczenia aspekt ekonomiczny zdrowia publicznego.
Dlatego też, wg dr. A. Hammada, dyrektora wykonawczego WHO ds. polityki zdrowia i rozwoju, taki był powód utworzenia w 1994 r. grupy ekspertów, by zbadać w kontekście międzydyscyplinarnym centralną rolę komponenty zdrowia w procesie rozwoju, a zwłaszcza jak pogodzić wymogi zdrowia i rynku. Już od 1991 roku WHO postuluje nowy "paradygmat zdrowia", dodając do swej roli pomocy technicznej wobec rządów, rolę normatywną.
W pełnieniu tej roli pomaga istniejąca od 1949 r. przy WHO w Genewie organizacja pozarządowa, zwana Radą Międzynarodowych Organizacji Nauk Medycznych - CIOMS. Rada ta zajmuje się, na zlecenie WHO, analizą i refleksją nad etycznymi aspektami działalności tej agencji ONZ, rozszerzając pole swych inwestygacji na aspekty socjalne, administracyjne i prawne. Natomiast we współpracy z Bankiem Światowym został opracowany i wprowadzony nowy wskaźnik, jakim jest skorygowany czynnik inwalidztwa, w przeliczeniu na rok życia - AVCI, który uwzględnia zarówno lata aktywności stracone przez przedwczesny zgon, jak i lata stracone ze względu na niezdolność do pracy. Wskaźnik ten i inne podobne, pozwalają wypracować strategię polityki zdrowia w kategoriach produkcji, konsumpcji i wypłacalności pacjenta, ocenić koszta leczenia w perspektywie strat i zysków oraz prawdopodobieństwa wyleczenia. Te właśnie oceny będą decydowały o przyznawaniu środków na określony typ badań naukowych, czy finansowanie szczegółowych programów prewencji i leczenia. Konsekwencje takiej polityki mogą okazać się dramatyczne dla pewnych grup chorych, czy krajów zmarginalizowanych.
Zdrowie stanie się "produktem" podporządkowanym ekonomii rynkowej. Nowa strategia "zdrowia dla wszystkich" będzie zależała od nowych kryteriów opłacalności. Są nimi najpierw środki finansowe będące do dyspozycji w danym społeczeństwie, grupie społeczeństw czy kategoriach społecznych. Skala priorytetów dotyczy również jednostek w zależności od tego, czy są one aktywne, a więc przydatne, czy nieaktywne, a więc zbędne. Oceniać też trzeba prawdopodobieństwo w zakresie prognozy, stąd chroniczne choroby starości nie będą uważane za priorytetowe.
Do "nowego paradygmatu", o którym tak często mówił dyrektor generalny WHO dr Hiroshi Nakajima, zalicza się ścisła kontrola ilościowa i jakościowa w dziedzinie przekazywania życia. W konsekwencji, w centrum zainteresowania jest ciągle "zdrowie reprodukcyjne". Kontrola liczby urodzin i postawa eugeniczna stają się "nadrzędną racją" ciała społecznego. W ten sposób "zdrowie publiczne" jest uważane za rodzaj podmiotu praw mającego pierwszeństwo przed wymogami zdrowia jednostki. Tym można tłumaczyć zainteresowania etyczne WHO, które są nie mniej zaskakujące dla ludzi ukształtowanych przez moralność judeochrześcijańską i przez etykę zawodową, deontologię hipokratejską.
Przytoczone na wstępie wydarzenia są elementem tworzenia "nowego porządku światowego". Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jaki on będzie, jakie przybierze kontury i formy, jaką przyniesie możliwość jedności rodzaju ludzkiego. Tradycja biblijna zawiera dwa modele uniwersalizmu, dwie różne dynamiki poszukiwania jedności.
Pierwszym jest model Wieży Babel. Budowniczowie miasta, którego wieża miała sięgnąć nieba, ponoszą podwójną konsekwencję: pomieszanie języków uniemożliwiające porozumienie i rozproszenie po powierzchni ziemi. Założona tu koncepcja jedności jest totalitarnym uniformizmem, zasadzonym na redukcji różnic, zaprzeczającym podmiotowości. Nie odróżniając Ziemi od Nieba (taka jest bowiem metafora wieży) gromadzi ludzi zuniformizowanych, uprzedmiotowionych. Efekt jest odwrotny od zamierzonego: ludzie nie będący w stanie się porozumieć i zrozumieć pogrążają się w konfliktach i przemocy.
Odwrotnością tego jest model Zesłania Ducha Świętego (Zielone Świątki), można by rzec - model wieczernikowy. Uczestnicy tego wydarzenia stają się zdolni rozumieć osoby mówiące różnymi językami, bez konieczności upodobnienia się jednych do drugich, z całym zachowaniem podmiotowości i osobowej autonomii. Wydarzenie wieczernikowe nie odwołuje się do ekonomii, siły materialnej czy politycznej, ale stawia na porozumienie i zrozumienie ludów w ich różnorodności, stojących wobec prawdy o świecie, a "prawda wyzwala".
Obecna mondializacja niesie w sobie elementy obydwu modeli i ich dynamiki. Dalszy kształt danego nam świata i jego trwałość, zależeć będzie od tego, czy człowieka uda się uratować przed nim samym.


