Hospicjum to też Życie :: Smutek przeżyj do końca  
mapa
Fundacja Hospicyjna
Lubię Pomagać
Poznaj Partnerów Projekt Więźniowie Forum wolontariatu pomóż nam pomagać forum napisz pożegnanie
1 procent
Umierać po ludzku
Towarzyszenie i wsparcie w żałobie
Smutek przeżyj do końca

Artykuł umieszczamy dzięki życzliwości Anny Dodziuk, opublikowany  31.10-1.11.2005 w "Rzeczypospolitej".

Nasze życie emocjonalne staje się coraz bardziej sterylne. Zwłaszcza otwarte przeżywanie żalu po stracie kogoś bliskiego jest wstydliwe. Tymczasem właściwie przeżyta żałoba ma ogromne znaczenie dla naszego zdrowia. Także fizycznego

"Radość dzielona podwójną radością, boleść dzielona połową boleści" - nigdy chyba bardziej niż w ostatnich dniach nie przekonaliśmy się o prawdzie tego przysłowia. Zwłaszcza drugiej jego części.

Pchani potrzebą dzielenia się smutkiem i żalem spotykaliśmy się na ulicach, planach, w kościołach. Razem płakaliśmy. Razem przezywaliśmy żałobę. I choć to, co czuliśmy i sposób, w jaki dawaliśmy upust naszym uczuciom, wydawał się nam w te dni tak bardzo naturalny, psychologowie przyglądali się temu z pewnym niedowierzaniem.

Oto bowiem na ich oczach padało kolejne tabu, które wiele lat wznosiliśmy z takim mozołem: tabu żałoby.

Kto w ciągu ostatnich lat widział ludzi jawnie okazujących żal po odejściu kogoś bliskiego? Czy przypominacie sobie, by ktoś z waszych znajomych znaczył swoją stratę czarną aksamitką na kołnierzu? Krok po kroku, cierpliwie i systematycznie staraliśmy się wyplenić swój smutek, chowając go w najczarniejszym zakamarku duszy. Wydawało nam się, że płakać nie wypada, nie należy. Czuliśmy się też niezręcznie, mając pocieszać zmartwionych. W swej nieporadności traktowaliśmy osoby w żałobie jak naznaczone stygmatem i nie wiedząc, jak do nich podejść, nie podchodziliśmy w ogóle. Te zaś, odczuwając konsternację otoczenia, zamieszczały w gazetach prośby o nieskładnie kondolencji.

Znieczulić duszę
Gdy kilka lat temu psychoterapeuta Anna Dodziuk na pewnej konferencji postanowiła wygłosić wykład zatytułowany „Żal po stracie”, ani ona, ani słuchacze nie zdawali sobie sprawy, że tak ich to poruszy. Większość zebranych sądziła, że przecież nie ma żadnego problemu z żalem po stracie kogokolwiek, inni myśleli, że sobie to już dawno poukładali. Nagle jedna z osób zaczęła płakać, a po chwili okazało się, że inni na sali też płaczą. Wobec tego trzeba było stworzyć im możliwość podzielenia się uczuciami, które wywołał (obudził, sprowokował) temat przeżywania żałoby. Okazało się, że tylko nieliczni cierpieli z powodu niedawnej starty kogoś bliskiego, większość pod wpływem wykładu wróciła pamięcią do dawnych strat, chociaż do tej chwili wydawało im się, że po latach, jakie minęły od odejścia ojca, matki, żony czy męża udało im się poradzić z żałobą. Jednak z niezrozumiałych dla nich przyczyn życie nigdy nie stało się już takie jak dawniej. Pogrążyło się na trwałe w cieniu, który przytłumiał [tłumił – to za ostro, w psychologii to oznacza usuwanie ich z pola świadomości w ogóle; dobre są też inne neologizmy, typu „przygaszał”, „wyciszał” czy coś w tym rodzaju] wszelkie uczucia.

Te osoby miały szansę zająć się tym w sytuacji terapeutycznej, ale ogromna większość przeżywających żal po stracie nie trafia do psychologa. W czasach, które uznają żałobę za brzydki atawizm, coraz więcej osób nie umiejąc sobie radzić z własnymi uczuciami, popada w emocjonalne. Tymczasem, by stracie bliskiej osoby móc życie normalnie, musimy przeżyć swoją żałobę do końca.

Na świecie nie ma ani jednej kultury, która nie posiadałaby rytuałów pomagających cierpiącym po czyjejś śmierci przeżyć swój żal i wrócić do życia. Odrzucając żałobę, okaleczamy się psychicznie.

- Od wielu lat zajmuję się pomaganiem osobom cierpiącym z powodu straty kogoś ważnego i bliskiego, stad wiem, jak zagubione i nieszczęśliwe mogą się czuć takie osoby nawet przez wiele lat. Potrzebują „uprawomocnienia” tego, co przeżywają, a co wydaje im się często nienormalne czy niewłaściwe, stając się dodatkowym powodem do samooskarżeń i zadręczania się – mówi Anna Dodziuk. Z myślą o takich ludziach napisała kilka lat temu książkę „Żal po stracie, czyli o przeżywaniu żałoby”.

Otwarta rana
Żałoba stała się wstydliwym słowem. Zatraciła swoje pierwotne znaczenie. Dla wielu z nas oznacza jedynie czarny strój i powstrzymywanie się od hucznych zabaw.

Czym powinna być? „To proces – pisze Dodziuk. – Często długotrwały. Polegający na stopniowym odrywaniu się emocjonalnym od kogoś, do kogo byliśmy przywiązani. Skutkiem tego oderwania jest otwarta rana, którą się chroni, potrzebując jednocześnie i tego, żeby znalazł się ktoś, kto ja opatrzy i pomoże w leczeniu”.

Proces gojenia trwa. Tymczasem my często naklejamy na tę ranę plaster i próbujemy ją znieczulić, zamrozić. Tymczasem ona się paprze. Rozlewa, jątrzy.

Badania przeprowadzone przez specjalistów pokazują związek pomiędzy unikaniem przeżywania żałoby po stracie bliskich a zwiększonymi proporcjami dolegliwości lękowych, depresji, tendencji samobójczych i  pogorszenia zdrowia fizycznego: wśród takich osób częściej występują zawały serca, nadciśnienie, powikłania ciąży i porodów, nawroty chronicznych chorób.

„Po stracie bliskiej osoby bardzo szybko stwierdzamy, że musimy zachowywać się tak, jakbyśmy zostali w pełni uzdrowieni, jeśli chcemy, by inni nas akceptowali” – piszą John M. James i  Frank Cherry, amerykańscy psychologowie, którzy zajmują się problematyką żałoby.

Co więc robimy? Zamrażamy swój smutek.
 „Nie można wybrać jednego uczucia i przestać go odczuwać bez odcinania się również od wszystkich pozostałych emocji. Więc gdy ktoś odcina się od smutku, to musi odciąć się też od całej reszty uczuć. A gdy one zamierają, człowiek staje się martwy” – piszą dalej John M. James i  Frank Cherry.

- Tu dzieje się podobnie do sytuacji, gdy łykamy tabletkę na znieczulenie: ona nie działa w jednym miejscu, tylko przytępia odczuwanie w całym organizmie – potwierdza Anna Dodziuk w rozmowie z „Przekrojem”.

A jednak społeczeństwo oczekuje od nas, że szybko dojdziemy do siebie i nie będziemy stwarzać nieprzyjemnych sytuacji, pokazując swój ból. Dlaczego?

Przyczyn takiego nastawienia Anna Dodziuk szuka w trzech sferach: emocjonalnej, obyczajowej i historycznej.

Po pierwsze, nie lubimy stykać się czyimś żalem z obawy, że obudzi on w nas nasze własne tłumione uczucia. Dlatego albo omijamy osoby w żałobie szerokim łukiem, albo energicznie poklepujemy po ramieniu, karmiąc radami: „nie płacz już, trzeba przecież jakoś żyć dalej”. Choć psychologowie dobrze wiedzą, że płacz przynosi ulgą, rzadko kiedy pozwalamy komuś płakać, myśląc, że to właśnie płacz rodzi ból.

Po drugie tak naprawdę nie uczono nas, jak można pomóc komuś, kto przeżywa żałobę. Zostawić go samemu sobie? Towarzyszyć mu? Przytulić? Mówić coś? Milczeć? Najczęściej spuszczamy więc oczy i chyłkiem wymykamy się z pogrzebu, rzucając jakieś zdawkowe: „Współczuję”.

Oczyszczenie
- Za te wszystkie sytuacje w dużym stopniu winę ponosi jeszcze II wojna światowa, a potem komunizm – mówi Anna Dodziuk. – Tamta sytuacja była tak straszna, niosła tak wiele strat i bólu, że aby żyć, trzeba było odciąć się od własnego cierpienia, żalu, lęku czy gniewu. Minęły dziesiątki lat, ale wiele problemów emocjonalnych wciąż rozwiązujemy tak, jakby wokół nas trwała wojna. Komunizm pogłębił tylko stan, wychowując całe pokolenie w nierzeczywistości emocjonalnej.

Poza tym dzisiejsze czasy zachęcają nas raczej do skupiania się na tym, jak zyskać, niż jak tracić. A jeśli już tracimy, to jak szybko wyrównywać straty. Czas leczy rany – mówimy. To prawda, ale musimy mu w tym pomóc.
Niewypłakany płacz tylko skondensuje nasze cierpienie.

Jak zatem można sobie pomóc?

- W ostatnich dniach dostaliśmy niezwykłą lekcję żałoby – mówi Anna Dodziuk. - Dla wielu osób było to bardzo głębokie, osobiste przeżycie też i dlatego, że pozwoliło zajrzeć w siebie, poczuć, jak wiele strat mają za sobą. Kilka osób powiedziało mi wręcz, że żal po stracie Ojca Świętego pozwolił im wyzwolić często głęboko tłumiony i nieprzebyty do końca  smutek z powodu odejścia na przykład ojca czy matki.

Wspólne przeżywane straty, dzielenie się z innymi swymi uczuciami, przeprowadzenie rytuału pożegnania, bardzo pomaga. Wielką rolę w kruszeniu tabu przeżywania swego smutku w samotności odegrały tu media pokazując, że trzeba i można płakać. Że trzeba i można rozpamiętywać życie zmarłego. Bo tylko wtedy – po pierwszym bólu – zdamy sobie sprawę, że on nie odszedł tak całkiem. Że zostały wspomnienia, myśli, uczucia, słowa, dzięki którym możemy dalej żyć.

Olga Woźniak

 
 
zachodnio-pomorskie pomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie wielkopolskie lubuskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląkie małopolskie podkarpackie świętokrzyskie lubelskie Znajdź hospicjum