Hospice is Life, too :: Sopot. Okiem psychologa  
mapa
Fundacja Hospicyjna
Lubię Pomagać
Pomoc psychologiczna w hospicjach
Sopot. Okiem psychologa

Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem:
Jest czas rodzenia i czas umierania, czas płaczu i czas śmiechu,
czas szukania i czas tracenia, czas milczenia i czas mówienia....

Kohelet 3

Kiedy po raz pierwszy przekracza się próg tego Domu, zachwyca nie tylko architektura i wykonanie budynku. Jest tu coś takiego, co trudno wyrazić, opisać i wypowiedzieć. Trudno bowiem rozstawać się z życiem, żegnać swoich bliskich, trudno towarzyszyć im w ich ostatnich dniach. Jest tu coś takiego - życie we wszelkich jego przejawach - cisza, spokój, zadumanie, pamięć, bliskość, ruch, radość, dotyk, obecność, tęsknota, zaufanie, bezradność, niepewność, odwaga, lęk, wsparcie i... człowiek. Człowiek doświadczający bólu i umierania, i człowiek przychodzący z pomocą, niosący radość, dostrzegający potrzebę ludzkiej obecności, która dodaje choremu siły w pokonywaniu cierpienia.


Każdy pacjent w tym domu jest Kimś jedynym w swoim rodzaju, a towarzyszenie mu, choć staje się prawdziwym wyzwaniem, jest zawsze czymś wyjątkowym. Każdy moment jest momentem niepowtarzalnym i nieporównywalnym.
Życie do samego końca zawiera w sobie wszystkie te elementy, które wypełniają je wcześniej. Również radość i wesołość. Śmiech i żart.
Gdy dosłownie pełną garść tabletek połykał, zadzierając do góry głowę, aby się dobrze ześlizgnęły, jego twarz - twarz naszego pacjenta - pokrył uśmiech od ucha do ucha: "jak ptak polny, nieprawdaż?" - powiedział. Wziął jeszcze raz łyk wody, zadarł szyję i zamknął w momencie połykania swoje oczy. Po kolejnym łyku zakrztusił się ze śmiechu i parsknął oblewając łóżko. I śmiał się, a razem mieliśmy dużo zabawy z tej niespodziewanie przyjemnej sytuacji. Nie tylko zresztą w tym dniu cieszył nas swoim humorem, którym komentował często sprawy trudne i nieprzyjemne.

Dzielić z umierającymi radość, pogodę i śmiech nie stanowi czegoś niebywałego czy zaskakującego. To element wsparcia. Wsparcia, które polega na tym, że człowiek, który je otrzymuje odczuwa, że jest wysłuchany, rozumiany, lubiany, szanowany, kochany i nie odczuwa, że jest w potrzebie osamotniony i bezradny. A to zaspokaja ważne potrzeby społeczne: potrzebę bezpieczeństwa, przynależności, zaufania, akceptacji czy poczucia godności.


Któregoś popołudnia, gdy pojawiłam się w sali, chora gotowa do wyjazdu na wózku na hospicyjne patio przywitała mnie słowami: "wyglądam okropnie" patrząc przy tym w swe małe lusterko. Potem spojrzała na swoje ręce, otworzyła szufladę przyłóżkowego stolika i z energią wyjęła przybory do makijażu. Tego samego dnia wieczorem miał naszych pacjentów odwiedzić fryzjer. "Możesz spróbować mnie pomalować..." - powiedziała. Po czym zaczęła udzielać wskazówek, abym właściwie nałożyła tusz na brwi i lakier na paznokcie. Ponad pół godziny, które wtedy upłynęło na zainteresowaniu powierzchownością pacjentki, pełne koncentracji i uprzejmości, zdawało się na nią pozytywnie oddziaływać. Dumna, z poczuciem zadbania, mogła wyjechać na spotkanie z innymi chorymi. A mnie przyszła na myśl końcówka pewnego zdania "...aby dusza mogła czuć się dobrze w ciele naszym". Sprawy czysto zewnętrzne? Na pierwszy rzut oka tak, ale zaraz pojawiają się takie pojęcia jak: godność i własne oblicze, a to wszystko tworzy warunki wstępne, które są pomocne w tym, aby człowiek mógł ten ostatni trudny odcinek swej drogi przejść ze świadomością, że pomimo śmiertelnej choroby jest on kimś, kogo się szanuje i bierze pod uwagę. Być pielęgnowanym - ma wiele wspólnego z samostanowieniem, samoświadomością, a w ostateczności także z własną tożsamością.


Jednym z najbardziej interesujących momentów towarzyszenia umierającym jest chwila, gdy pacjenci zaczynają opowiadać o swoim życiu. Te wszystkie historie życia są tak pełne spotkań, pożegnań, rozstań i odnajdowań, tęsknot i spełnionych marzeń. Historie tak liczne i różnorodne jak sami pacjenci je opowiadający. Jeśli nie tylko uważnie słuchamy, ale także wspólnie rozważamy przedstawiane historie wraz z kryzysami i przykrymi zdarzeniami losowymi im towarzyszącymi, to ten „kawałek świata" dla obu stron staje się widoczny w swym wielorakim wymiarze, często także od nieoczekiwanie pozytywnej strony. Kiedy jakiś człowiek opowiada historię swojego życia, jest to zawsze z korzyścią dla niego samego i dla tych wszystkich, którzy go słuchają. I to tym większą, im opowiadający jest bardziej świadomy tego, że historia ta już wkrótce będzie napisana do końca.


Na koniec tej refleksji o Domu Hospicyjnym sięgam do moich najwcześniejszych wspomnień: mam mniej więcej sześć lat i stoję pod ścianą, na której wisi mały, stary zegar szafkowy mojej babci. Słyszę jego miarowe tykanie i zafascynowana nim śledzę wzrokiem powolne przesuwanie się wskazówki: "teraz... teraz... teraz. Sekunda za sekundą." Jednocześnie przed oczyma mam jeszcze dziś ten sam co i wówczas obraz owych wielu "teraz". Każde "teraz" jest skorupką orzecha, taką jak skorupka małego orzecha laskowego, a w każdej jest coś szczególnego: jest tajemnica, kosztowność, podarunek, coś kolorowego, zawsze coś innego, nieporównywalnego, często niewidzialnego, niekiedy jedynie wyczuwalnego i czasami jedynie dla oka duszy dostrzegalnego. Wspomnienie i wyobrażenie to rodzi się, gdy wciąż i wciąż na nowo, w obliczu śmierci tych, którym się w tym miejscu towarzyszy zostajemy konfrontowani z najbardziej różnorodnymi wymiarami i aspektami czasu, czasu życia ludzkiego - by każde obecne nasze "teraz" swobodnie kształtować i akceptować, pamiętając że "jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem".

Joanna Jasiukiewicz
psycholog i psychoterapeuta
w Domu Hospicyjnym CARITAS
im. Św. Józefa


 

 
 
zachodnio-pomorskie pomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie wielkopolskie lubuskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląkie małopolskie podkarpackie świętokrzyskie lubelskie Znajdź hospicjum