Hospicjum to też Życie :: Godło Nefreteta  
mapa
Fundacja Hospicyjna
Lubię Pomagać
Poznaj Partnerów Projekt Więźniowie Forum wolontariatu pomóż nam pomagać forum napisz pożegnanie
1 procent
Umierać po ludzku
Konkurs literacki
Godło Nefreteta

Jest to jedna z trzech najlepszych prac konkursowych.

Od ponad pół roku czekała na śmierć. Odliczała dni. Lekarze orzekli wyrok na długo zanim była przygotowana, by odejść.

Obcy jej był strach przed wysokością czy prędkością. Zawsze żyła jak osoba niezniszczalna. Jak ktoś, kto nosi śmiercioodporny pancerz. Potrafiła zmieniać mężczyzn z niewiarygodną częstotliwością... Tak, że każda pora roku kojarzyła mi się z jej innym kochankiem.

Śmierć mogłaby wydawać się tak łatwa. Często przychodzi samoistnie, nieproszona. Skrada się z ukrycia i atakuje niespodziewanie.

Nie potrzeba żadnych umiejętności, by umrzeć. Śmierć nie liczy się z wiekiem, nie zważa ani na sferę intelektualną swych wybrańców, ani na ich zdobyte doświadczenie życiowe.

To oczekiwanie końca zmieniało jej oczy. Gasły. Powoli.  Z dnia na dzień coraz mniej światła się w niej tliło. Jej przypadłość była tak skomplikowana, że nawet nie potrafię powtórzyć nazwy choroby, na którą zapadło jej ciało.

Traciła wagę. Chudła i mizerniała... Oddalała się od osoby, którą znałam. Słabł jej glos. Mniej mówiła. Nie chciała jeść. Bladła. Czasem miałam wrażenie, że już odeszła, sprawdzałam wtedy jej tętno…Wciąż żyła, we śnie.

Dziwne, jej umieranie wcale nie zmieniało mojego stosunku do niej. Nie było mi jej żal. Przecież całe życie jej nienawidziłam.  Teraz potrafiłam jednak przesiedzieć z nią w pokoju przez pół dnia. Bez rozmowy, w kontemplacji nad jej cierpieniem. O Bogu nie wspominała. Dawno temu się na Niego obraziła, gdy odeszła jej matka. W ciągu godziny straciła całą swą wiarę w Niego.

 

Nie mówiła jak się czuje, choć wiedziałam, że  cierpi, że jej ból rośnie. Wcześniej ciągle gotowa do ataku i podboju, teraz jej ciało leżało bezbronne.

W chwili śmierci zacisnęła usta, przymknęła oczy…Jej twarz przybrała dziwny wyraz, nigdy wcześniej nie widziałam takiego grymasu. Trzęsącym głosem wykrztusiła: ‘przepraszam’, jednocześnie podejmując ostatni wysiłek w swoim życiu – z trudem podnosząc dłoń, która po chwili upadła z ciężarem na prześcieradło. Pochwyciłam ją, niekontrolowane łzy cisnęły się do oczu. Po tylu latach… Znów potrafiłam płakać. Ryczałam. Wyłam. Biłam pięściami o drewniane oparcie jej łóżka. Przytuliłam ją, ścisnęłam martwe ciało. Była taka chuda, choroba okradła ją z całego jej powabu i kobiecości. Nie miała nikogo przy sobie. Żadnego z jej mężczyzn nie przywiodło do tego pokoju. Byłam tylko ja. Jej jedyna córka.

Od zawsze wiedziałam jak bardzo byłam jej zbędna. Nigdy nie miała już więcej dzieci, zresztą ja przyszłam na świat wyłącznie z przypadku. Nie miałam wystarczającego szczęścia, by poznać mojego ojca. Choć patrząc na własne odbicie w lustrze, wierzyłam, że byliśmy do siebie podobni. Nie nosiłam jej rysów. W dzieciństwie częściej czytałam jej relacje z podróży na łamach magazynów podróżniczych niż faktycznie widywałam ją w domu. Ze swoich wyjazdów zawsze powracała bardziej żywiołowa, naenergetyzowana odkryciami nowych lądów i świeżymi kochankami. Była egoistką. Interesowała ją tylko własna pasja. Spełniała wyłącznie swoje marzenia. I była w tym nie do pobicia, pozostawiając mnie w cieniu swej reporterskiej sławy. Gdy dostała ofertę pracy z Nowego Jorku, nie spytała mnie o nic. Zdecydowała tego samego dnia. Zostawiła mnie wtedy u swojej siostry na ponad blisko dwa lata. Wciąż pamiętam kartkę na moje urodziny. Spóźniona. Jak zresztą ona sama.

Tym razem to ja się spóźniłam. By powiedzieć jak bardzo ją kochałam i jak bardzo jej potrzebowałam, gdy dorastałam, gdy jej wiecznie nie było, gdy musiałam spędzić święta u koleżanki, bo ktoś, właśnie w grudniu, zaprosił ją nad Morze Egejskie. Jej ‘przepraszam’ przyszło z wielkim opóźnieniem, zresztą jak i moje wybaczenie…Teraz już jej nie było.

Zabawne, jak jedno wypowiedziane, we właściwym czasie słowo, mogłoby zmienić bieg historii...

Od tamtej chwili minęły trzy lata. Ona odeszła w spokoju, zostawiając mnie tu samą, skazaną na wyrzuty własnego sumienia. Coraz to nowsze myśli tlące się w mojej głowie, co i jak mogłam kiedyś zrobić lub powiedzieć w przeszłości, żeby było między nami inaczej, może nawet lepiej.

Nie wiem dokąd odeszła jej dusza. Czy rozsypała się na milion okruchów, czy przybrała nowe ciało, czy cierpi katusze, czy może wręcz przeciwnie. Czasem mam wrażenie, że jest przy mnie. Że wcale nie odeszła, że jest bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Niekiedy wydaje mi się, że coś podszeptuje, że czuwa, że teraz mnie kocha tak prawdziwie. A może to tylko złudzenie...

Godło Nefreteta, Marta Krawiec z Poznania

 
 
zachodnio-pomorskie pomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie wielkopolskie lubuskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląkie małopolskie podkarpackie świętokrzyskie lubelskie Znajdź hospicjum